Czego nie wiemy o Irenie Sendlerowej?

  • 17 maja 2018
rok ireny sendlerowej

Edyta Kolasińska-Bazan, 

Ratowała żydowskie dzieci w czasie II wojny światowej, teraz o Irenie Sendlerowej polskie dzieci mogą przeczytać adresowaną specjalnie dla nich książkę.

12 maja mija dziesiąta rocznica śmierci Ireny Sendlerowej. Z Anną Czerwińską-Rydel, autorką “Listów w butelce” rozmawia Edyta Kolasińska-Bazan.

  •  Irena Sendlerwowa w czasie II wojny światowej zorganizowała próbę uratowania ok. 2500 żydowskich dzieci
  • Uczeń 6. klasy zielonogórskiej szkoły podstawowej napisał list do Ireny Sendlerowej (we wrześniu 2006r.), a w styczniu 2007 r. wystąpił do kapituły o Order Uśmiechu dla Matki Dzieci Holocaustu

Anna Czerwińska-Rydel: Pracując nad książką o Sendlerowej dowiedziałam się o istnieniu butelki, a być może były nawet dwie – były razem z listami częścią akcji pomocowej, którą skrupulatnie zaplanowała i przeprowadziła Irena Sendlerowa, wyprowadzając dzieci z getta podczas II wojny światowej. Niesamowite jest to, że Irenie nie wystarczało to, że ratuje dzieci, ale chciała ocalić również pamięć o ich rodzicach, rodzinach, kulturze. Uprowadzając dzieci z getta, zmieniano im historie, personalia, tożsamość, aby mogły przetrwać w okrutnym czasie wojny. Jej zależało, aby przetrwała prawda o ich pochodzeniu, rodzicach, rodzinach.

Prawda miała być opisana w listach i zamknięta w butelce?

Tak, Irena wymyśliła, by spisać tę prawdę ołówkiem na maleńkich karteczkach. Zaszyfrowywała w nich fakty. Te mini listy umieszczone zostały w butelce i zakopane pod jabłonką w ogrodzie jednej z łączniczek – Jadwigi Piotrowskiej, przyjaciółki Ireny. Na maleńkich karteczkach mieściło się całe życie człowieka. Po wojnie zostały one przekazane władzom Izraela i udało się je rozszyfrować.

Sendlerowa – rasowa konspiratorka?

Tak. Irena była też świetną organizatorką. I to do końca swojego życia. Jej córka – pani Janeczka Zgrzeblarska opowiedziała mi, że długo po wojnie, gdy Sendlerowa mieszkała już u Ojców Bonifratrów, dostała telefon od mieszkanki Izraela, która bardzo chciała odwiedzić Polskę, ale nikogo tu nie znała. Irena nie ruszając się z miejsca zorganizowała telefonicznie tej pani cały pobyt (noclegi, transport, przewodnika). Potem zadzwoniła do tej kobiety i zaprosiła do Polski.

Ile czasu zajęła pani praca nad książką?

Około półtora roku. Pisanie książki (w moim przypadku), to w dziewięćdziesięciu procentach szukanie i myślenie, zaś dziesięć procent zajmuje pisanie. Pisząc książkę jestem nie tylko pisarką, ale detektywem, archiwistą, poszukiwaczem, badaczem. Gdy poznaję fakty, rozumiem, wyobrażam sobie, jak to mogło być.

Rozmyśla pani o bohaterze książki non stop?

Nawet podczas obierania ziemniaków intensywnie “pracuję” nad tworzeniem książki. Aż przychodzi moment, gdy nagle czuję, że mam już historię pod palcami i na języku. Wtedy siadam do komputera i piszę.

“Listy w butelce” przeznaczone są dla najmłodszych. Udało się Pani napisać o wojnie, śmierci, prześladowaniach i Holocauście w sposób przystępny dla dzieci.

Miło mi to słyszeć. W czasach, gdy nam – dorosłym i naszym dzieciom urządzenia elektroniczne przesłaniają realny świat w jednym miejscu na ziemi, to w innym zakątku toczą się wojny, mają miejsce prześladowania, przemieszczają się rzesze uchodźców. Dlatego właśnie o takich osobach, jak Irena Sendlerowa warto mówić i pamiętać, nie tylko przy okazji rocznic. Jej misja jest wciąż aktualna – pomagać, ratować tonących-potrzebujących.

Zaskoczyło panią coś oprócz listów w butelce, gdy zbierała pani materiał do książki?

Gdy kilka lat temu pisałam książkę o Januszu Korczaku, wiedziałam o spektaklu “Poczta” (wg. Rabindranatha Tagore) wystawionym w getcie. Wiedziałam, że wyreżyserowała go panna Esterka, ale nie wiedziałam, że była tam wtedy Siostra Jolanta. Wiedziałam, że było tam wielu gości, ale nie wiedziałam, że była i ona. To było dla mnie wielkim i ważnym odkryciem! Tym spektaklem Korczak przygotowywał dzieci do śmierci, bo wiedział już o likwidacji getta, wiedział o nieuchronnym końcu.

Potem wyprowadzono dzieci z getta, aby trafiły do Treblinki, co opisuje Pani w dramatyczny, ale i wzruszający sposób. Ten właśnie moment stał się chyba przełomowym dla Siostry Jolanty?

Niewątpliwie. W konstrukcji mojej książki odnoszę się do listów (wcześniej wspomnianych karteczek). Pierwszą część książki zatytułowałam “Poczta”, a umieszczony cytat Kornela Makuszyńskiego: “Każdy list ma swoją twarz” wydał się idealny.

Wręcz doskonały, mając w pamięci mini-listy!

Rozdział drugi “Jak ukryć listy?” zawiera cytat Wiesława Myśliwskiego “Prawda listu kryje się i w papierze, na którym został napisany, i w kopercie, do której został włożony.”

Kopertą jest butelka. Symboliczne.

To najdłuższa część, opisująca działania bohaterki. Choć w tym momencie muszę wyjaśnić, że sama Irena nie lubiła, gdy mówiono o niej “bohaterka”. “Trzeba podać rękę tonącemu. Nawet, jeśli nie umie się pływać, zawsze jakoś można pomóc. Nauczył mnie tego mój tatuś…” – tłumaczyła Sendlerowa.

Trzecia, ostatnia część to “Korespondencja”?

Tu “pomógł” mi Edward Stachura: “Pisz listy, przyjacielu, pisz listy, przyjaciółko. W ten sposób twoje istnienie, twoja obecność nabiera dla mnie cech wieczystych.” Ta część zawiera autentyczne listy do i od Ireny Sendlerowej, wśród nich jest korespondencja z Papieżem Janem Pawłem II (z 1978r.), Katarzyną Ludwiniak, Szymonem Płóciennikiem, Markiem Michalakiem.

Kim jest Katarzyna Ludwiniak?

Polonistką, inicjatorką pierwszej w Polsce szkoły imienia Ireny Sendlerowej, koordynatorką szkół Sendlerowskich w Polsce. Przyjaciółką pani Ireny i jej córki – Janiny Zgrzembskiej. Kolejna niesamowita historia, którą poznałam podczas pracy nad książką to ta związana z Szymonem Płóciennikiem. Był uczniem 6. klasy zielonogórskiej szkoły podstawowej, napisał list do Ireny Sendlerowej (we wrześniu 2006r.), a w styczniu 2007 r. wystąpił do kapituły o Order Uśmiechu dla Matki Dzieci Holocaustu. Szymon aktualnie jest dorosłym mężczyzną, dziennikarzem “Gazety Wyborczej” w Zielonej Górze. Tę historię opowiedział mi Marek Michalak – Kanclerz Kapituły Orderu Uśmiechu, Rzecznik Praw Dziecka. Do niego właśnie odezwał się Szymon z pytaniem, dlaczego Irena Sendlerowa nie otrzymała wciąż orderu. Marek Michalak odpowiedział chłopcu (zgodnie z prawdą), że dotąd żadne dziecko jeszcze nie zgłosiło tej kandydatki. A Order Uśmiechu może być wręczony jedynie na wniosek dziecka. I dalej potoczyła się kolejna, niewiarygodna historia. To był 2007 r., więc naprawdę niemal ostatni moment, bo Pani Irena zmarła 12 maja 2018 r. Order Uśmiechu podobno był dla Niej największą radością.

Anna Czerwińska-Rydel – autorka licznych książek dla dzieci i młodzieży, które chętnie czytają także dorośli. Poświęciła je m.in. takim postaciom, jak: Aleksander Fredro, Henryk Sienkiewicz, Kornel Makuszyński, Maria Skłodowska-Curie, Janusz Korczak ale i Wanda Rutkiewicz, Jerzy Kukuczka czy Polak z wyboru – Jan Wedel. Najnowsza to “Listy w butelce. Opowieść o Irenie Sendlerowej”.

Możesz podzielić się tym artykułem: